Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 3/2001

Konflikt interesow.
Poprzedni Następny

Życie akademickie

Obecny system recenzowania prac doktorskich, 
nie uwzględniając niedoskonałości natury ludzkiej, 
nie sprzyja obiektywności i rzetelności ich opiniowania 
i, w konsekwencji, dbałości o wysoki poziom naukowy.

Henryk Sugier

Fot. Stefan Ciechan

Gdy na publicznych obronach prac doktorskich doktorant zaczyna od określenia celu swojej rozprawy, często przychodzi mi na myśl, że nie od rzeczy byłoby, gdyby powiedział: celem tej pracy było uzyskanie stopnia doktora. Bo z jego punktu widzenia, to, jakie konkretne problemy naukowe, i czy w ogóle jakieś, zostały w jego pracy rozwiązane, jest z pewnością na dalszym planie.
W uczelniach wyższych prace doktorskie są, poza wyjątkami, wykonywane przez asystentów, którzy chcą się utrzymać w uczelni w charakterze nauczycieli akademickich, oraz przez uczestników studium doktoranckiego. Pierwsi na wykonanie pracy doktorskiej mają 8 lat, drudzy 4. Niezależnie jednak od tego, prace są kończone na ogół w ostatniej chwili, wymuszone przez upływające terminy. Ze względów oczywistych, zarówno wykonawcom, jak i promotorom prac doktorskich zależy na pomyślnym ich ukończeniu. W tej sytuacji niezmiernie doniosła staje się rola recenzentów, którzy mają obiektywnie ocenić i uzasadnić, że praca spełnia wymagania stawiane pracom doktorskim i że doktorant zasługuje na ten pierwszy, wstępny patent pracownika nauki. Ustawowe warunki, jakie ma spełniać praca, to oryginalne, samodzielne rozwiązanie zagadnienia naukowego. Doktorant ma się wykazać wiedzą w danej dziedzinie, wyobraźnią, inwencją twórczą i poprawną metodologią pracy badawczej. Nie powinno być takich tematów prac, które nie pozwalałyby wykonawcy indywidualnie tych cech zademonstrować. Zdarza się na przykład, że promotor daje serie kolejnych tematów, różniących się jedynie obiektem, niekoniecznie zresztą istotnie odmiennym od poprzednich, jak np. rodzajem związku chemicznego czy rodzajem jonów.

ZNAJOMOŚCI I KONEKSJE

Zasady etyczne obowiązujące recenzenta zawarte są m.in. w broszurze Dobre obyczaje w nauce, opracowanej przez Komitet Etyki w Nauce przy Polskiej Akademii Nauk. Oto cytaty z wyżej wymienionego opracowania.

Pracownik nauki potępia stosowanie w nauce kryteriów pozanaukowych (1.11). Ocenianie osiągnięć naukowych w zależności od kryteriów personalnych, (...) jest niegodne pracownika nauki. Pracownik nauki wyraża swą opinię o cudzej pracy i dorobku naukowym wnikliwie, bezstronnie i konkretnie (5.1.). Opinie zdawkowe, grzecznościowe opinie przychylne, (...) są niedopuszczalne. Sporządzenie opinii zasłużenie negatywnej jest kłopotliwe, ale pracownik jest szczególnie odpowiedzialny za rzetelne i obiektywne opiniowanie prac doktorskich i habilitacyjnych.

Taka pisemna kodyfikacja norm etycznych, aczkolwiek pożyteczna i pożądana, nie jest zresztą bezwarunkowo konieczna, owe normy są bowiem intuicyjne i oczywiste. Chodzi o to, aby ich przestrzegać. Istotnie. Tak jak nie wolno upiększać i poprawiać pracy naukowej naciąganiem i fałszowaniem uzyskanych wyników, tak nie można upiększać i zniekształcać opinii o pracy, kierując się względami personalnymi, pozamerytorycznymi. Z drugiej strony, autorom prac naukowych oraz promotorom prac doktorskich zależy oczywiście na tym, by recenzje tych prac były jak najbardziej korzystne, najchętniej kończące się wnioskiem o wyróżnienie. W przypadku prac przesłanych do publikacji, autorzy nie mają wpływu na jakość recenzji poprzez wybór recenzenta. Pozostaje on dla autora anonimowy, co pozwala mu w sposób nieskrępowany wykonać swoje zadanie, zgodnie z cytowanymi wyżej zasadami. Inaczej przedstawia się sprawa z recenzjami prac doktorskich. W tym przypadku promotor ma duży wpływ na wybór recenzenta, ponieważ jest on członkiem Komisji ds. Przewodu Doktorskiego i zgłasza swoje propozycje. Będzie on więc z reguły proponował takiego, od którego oczekuje korzystnej opinii, z uwagi na dobre znajomości, koneksje, wzajemne świadczenie usług itp. W interesie recenzenta jest nie zawieść tych oczekiwań, by nie popsuć wzajemnych stosunków z promotorem, licząc na rewanż z jego strony. Czasem usłużność recenzenta idzie tak daleko, że podejmuje się opiniowania bez dostatecznych kompetencji merytorycznych. Trudno też byłoby oczekiwać, by recenzent powołany z tego samego instytutu co promotor, podległy mu służbowo, będący jego wychowankiem i byłym doktorantem, czuł się swobodny i nieskrępowany w napisaniu oceny krytycznej, gdy na taką praca zasługuje.

WIĘKSZE WYCZULENIE

Napisanie tendencyjnie dobrej recenzji nie zawsze jest wielkim problemem dla recenzenta, czego przykładem może być przypadek, gdy jako promotor rozmawiałem z powołanym znajomym recenzentem, który nie miał żadnego powodu poczuwać się do napisania opinii innej niż obiektywna. Na moją uwagę, że praca nie jest nadzwyczajna, ponieważ doktorant jest dość słaby, nie widząc jeszcze pracy powiepowiedział: – Co się przejmujesz? Recenzja będzie dobra, bo piszę ją dla ciebie, a nie dla doktoranta. Nie sądzę, by taki stosunek do recenzowania był czymś wyjątkowym. Inny przykład. Na publicznej obronie pracy doktorskiej, która uzyskała bardzo dobre recenzje, w dyskusji po autoreferacie padła z sali uwaga: – Te kilkanaście wartości liczbowych oznaczanej wielkości, istotnej w pracy, pokazanych w tabeli, rzędu 10120–10130 są absolutnie niemożliwe i absurdalne, bo z sensu fizycznego tej wielkości wynika, że najwyższą, graniczną wartością jest 1013 w tych samych jednostkach. Gdy doktorantka nie ustosunkowała się do tej uwagi, milczała, recenzent po pośpiesznej naradzie szeptem z promotorem zaproponował wyjaśnienie: – Najprawdopodobniej doktorantka pomyliła miejsce przecinka w wykładniku potęgowym. Inny przykład. Recenzent zgłosił wniosek o wyróżnienie pracy, której pierwszy potencjalny promotor zajmujący się daną dziedziną wycofał się z promotorstwa, ze względu na jej poziom.

Szafowanie wnioskami o wyróżnienie miało ten skutek, że pojęcie wyróżnienia traciło swój sens. Jakakolwiek bowiem cecha, która występuje dostatecznie często, przestaje być wyróżniająca. To tak, jakby np. Jan Kowalski wyróżnił się spośród innych Polaków niebieskim kolorem oczu.

Gdyby każda praca doktorska spełniała wymóg ustawy, tzn. zawierała oryginalne rozwiązanie zagadnienia naukowego, a przy tym takich prac na wybitnie wysokim poziomie naukowym było tak dużo, jak uzyskanych wyróżnień, wówczas stan naszej nauki byłby zapewne kwitnący.

Oczywiście, trafiają się prace o wybitnych walorach naukowych, jak również recenzenci o dużym poczuciu odpowiedzialności i odwadze, którzy wywiązują się ze swego obowiązku zgodnie z dobrymi obyczajami i etyką. Ogólnie jednak, obecny system recenzowania prac doktorskich, nie uwzględniając niedoskonałości natury ludzkiej, nie sprzyja obiektywności i rzetelności ich opiniowania i, w konsekwencji, dbałości o wysoki poziom naukowy. Pożądana byłaby modyfikacja przepisów w kierunku poprawy tej sytuacji. Niezależnie jednak od tego, w społeczności akademickiej powinno być większe wyczulenie, by dobrych zasad nie przekraczać.

Prof. dr hab. Henryk Sugier, elektrochemik, jest emerytowanym profesorem Instytutu Podstaw Chemii Żywności Politechniki Łódzkiej. Artykuł jest pełną wersją tekstu, który ukazał się w „Życiu Uczelni” PŁ w październiku 2000 r.

Komentarze