ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!
Życie akademickie

Uczelnie i media

Fundacja Edukacyjna Przedsiębiorczości wraz z Polsko-Amerykańską Fundacją Wolności organizują corocznie ogólnopolskie konferencje dotyczące wyższego szkolnictwa ekonomicznego. Tym razem czerwcowe spotkanie w Łodzi (17-18.06.2004) zgromadziło osoby zainteresowane rolą środków masowego przekazu w kształtowaniu wizerunku uczelni i jakości kształcenia.
Grzegorz Filip

 Fot. Stefan Ciechan Zacznijmy od refleksji ogólnych. Relacje między mediami i szkołami wyższymi są niezadowalające - mówiła dr hab. Ewa Chmielecka (SGH). Fundamentalne sprawy edukacji (np. Strategia Lizbońska) są w mediach pomijane lub źle obecne. Media preferują emocje, a nie refleksję intelektualną. Istnieje także kolizja między funkcją biznesową i społeczną mediów. Szkolnictwo wyższe utraciło elitarność - powiada dr Chmielecka. Dochodzi do buntu mas, a masy mówią: „My jesteśmy wzorcem! Po co te filharmonie i teatry? Wystarczy to, co jesteśmy w stanie skonsumować!” Tymczasem nauka jest rzeczą trudną i wymaga pokonywania trudności. Zupełnie inaczej niż media, które wolą uciekać przed tym, co trudne. Kto ma sprawować kontrolę wypełniania przez media publiczne ich misji? - pyta autorka. Rynek? Państwo? Społeczeństwo? Czy istnieje konflikt interesów między mediami i szkołami wyższymi? Tylko wtedy, gdy jedne i drugie źle wypełniają misję społeczną - odpowiada Ewa Chmielecka.

Debata

Problemem debaty publicznej w odniesieniu do szkolnictwa wyższego zajął się prof. Ireneusz Białecki (UW). Postawił tezę, że debata publiczna jest ważniejsza dla dobrego funkcjonowania szkół wyższych niż dla innych sektorów działalności publicznej. Nauczanie i badania, polityka wyższych uczelni i polityka wobec uczelni w większym stopniu niż np. rynek pracy zależą od debaty, która toczy się wokół ich spraw. Przy tym, im wyższy poziom debaty, tym lepsza polityka. Autor opowiada się za debatą odpowiednio organizowaną i konstruowaną tak, „by dominowały w niej sądy prawdziwe i trafne wybory”, by interesy ogółu dominowały nad grupowymi. To rola mediów. Jest nią także sterowanie ku wykrystalizowaniu się stanowisk i ewentualnemu konsensusowi. Celem debaty jest rozliczanie dotychczasowej polityki i definiowanie celów przyszłej. Uniwersytet to instytucja, która sama siebie wymyśla. Dobrym przykładem jest uchwalanie misji, które ma już większość uczelni akademickich w Polsce. Jako przykład tworzenia debaty specjalistycznej na wysokim poziomie prof. Białecki podał „Forum Akademickie”, co odnotowuję tu z przyjemnością. Wpływ debat na politykę autor omówił na przykładzie debaty na temat odpłatności za studia, finansowania uczelni na podstawie algorytmu i finansowania badań. Szczegóły znajdzie czytelnik w publikacji pokonferencyjnej, która ukaże się wkrótce.

Prof. Jerzy Dietl, prezes Fundacji Edukacyjnej Przedsiębiorczości, mówił o zaniku debaty w związku z zanikiem samorządności akademickiej („w szkołach niepaństwowych jest ona fikcją”). Uczelnie nie mają prawdziwej misji w sensie differentia specifica. Chodzi im o pozyskanie studentów. - Nieszczęściem jest mówienie o zwiększeniu liczby studentów jako o sukcesie - mówił prof. Dietl.

Nie ma niczego, co nas wszystkich łączy - zauważyła w związku z referatem o debacie prof. Maria Romanowska (SGH). Nawet kwestia zwiększenia budżetu nie jest wspólna.

Środowisko akademickie może się wokół czegoś zintegrować nie wtedy, gdy mowa o interesach - replikował jeden z uczestników dyskusji. Spróbujmy np. zainteresować media debatą o wartościach.

Rankingi

Osobną sesję poświęcono prasowym rankingom szkół wyższych, zapraszając do panelu twórców rankingów „Rzeczpospolitej” i „Perspektyw”, Wprost”, „Polityki”.

Dyskusję o rankingach uczelni zaczął red. Stanisław Janecki („Wprost”), pełen dumy z osiągnięć rankingu tygodnika „Wprost” (przemawiamy w imieniu klienta, mierzymy jakość edukacji, jesteśmy rzecznikami środowiska akademickiego, dzięki rankingom oferta edukacyjna jest lepsza).

Ostrożniejszy w swych wypowiedziach był prof. Marek Ratajczak (AE w Poznaniu), autor rankingu „Polityki”. Nie ma doskonałej metody przeprowadzania rankingów - mówił.

- Ostrożnie wypowiadałbym się na temat: ranking a jakość edukacji. Czy publikacji rankingów powinny towarzyszyć reklamy uczelni? Trzeba ostrożnie sprzedawać medialnie wyniki rankingów - upominał prof. Ratajczak.

Wielość rankingów sprawia, że opinie się wyważają - mówiła Ewa Chmielecka. Publikowana jest metodologia, możemy być z nich dumni. Mierzyć jakość młodzieży na wejściu i na wyjściu, i zrobić ranking według wartości dodanej - to byłby ranking marzeń.

Nie wiadomo, czy pracodawcy kierują się rankingami, natomiast środowisko akademickie interesuje się już nimi mniej niż 2-3 lata temu - studziła zapały prof. Anna Buchner-Jeziorska (UŁ). Ranking nie jest mierzeniem wartości edukacyjnej - stwierdziła prof. Maria Wójcicka (UW).

Rankingi są oparte na wskaźnikach formalnych. By uzyskać lepsze miejsce, władze uczelni poprawiają wskaźniki, a nie jakość nauczania - dowodził prof. Stefan Forlicz, rektor Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Na podstawie tych samych danych, stosując różne metody, można uzyskać różną kolejność - zauważył prof. Marek Rocki, rektor SGH.

Mówiono o tym, by nie zmieniać kryteriów rankingów w kolejnych latach, nie łączyć pozycji w rankingu z finansowaniem uczelni, nie pytać studentów o opinie o innych szkołach, bo znają tylko swoją. Środowisko naukowe nie jest w Polsce mobilne - mówił dr Krzysztof Pawłowski - nic nie wie o innych uczelniach poza opinią powszechną.

Zastanawiano się, dlaczego w różnych rankingach dana uczelnia występuje na bardzo różnych pozycjach albo w tym samym rankingu spada w kolejnym roku o wiele miejsc. Skoki wynikają z oszukiwania przy podawaniu danych - wyjaśniał red. Janecki. Uczelnie uczą się odpowiadać na pytania rankingowe i to może być tajemnicą różnic.

Rankingi zwracają uwagę społeczeństwa na różnice między uczelniami, to ważne, bo do niedawna dyplom był po prostu dyplomem - mówiono.

Interesujące rozważania na temat rankingów uczelni w USA, Wielkiej Brytanii i Japonii zawarł w swym referacie Maciej Kolasiński (WSB w Poznaniu). Potwierdził brak korelacji między wynikiem rankingu a poziomem rekrutacji. Zaobserwowano nawet takie zjawiska, jak wzrost naboru w uczelni, która spada w rankingach. Odsetek kandydatów kierujących się rankingami jest bowiem niewielki. Autor wskazał doświadczenia z omawianych krajów, które warto upowszechnić w Polsce. Nie ma u nas np. „przewodnika po szkołach wyższych, który łączyłby w sobie cechy informatora dla kandydatów i rankingu, podejmując próbę wartościowania oferty szkół”. Nie patrzymy także na nasze uczelnie, jak na „podmioty gospodarujące dużym majątkiem i mające wysokie obroty”. Byłby wtedy możliwy „rating wiarygodności uczelni” dla banków i inwestorów. Poza tym, „większość polskich rankingów koncentruje się na problemie jakości procesu kształcenia, a nie jakości wyniku”.

Reklama

Trzecią sesję konferencji poświęcono tematom obecności uczelni w mediach, reklamy prasowej uczelni, promocji w Internecie (niedostatecznej), wykorzystania mediów w procesie dydaktycznym (niezadowalającego), nauczania na odległość (m.in. problem bezpieczeństwa informacji). Istotny referat, pełen różnorodnie opracowanych danych, przedstawiła Barbara Minkiewicz (SGH). Mowa była o reklamie prasowej szkół wyższych w latach 1998-2002. Wydatki uczelni na reklamę rosną, w roku 2002 wydały one na reklamę w prasie 33 mln zł. W stosunku do budżetu szkoły są to wydatki rzędu 0,1-0,3 proc. Najwięcej przeznaczają na reklamę szkoły mające wysokie miejsca w rankingach.

Intensywność kampanii reklamowej nie ma wpływu na liczbę kandydatów - dowodził rektor Krzysztof Pawłowski i zapewniał, że WSB-NLU w Nowym Sączu nie reklamuje się w ogóle w prasie, poza informacjami o nowych kierunkach. Za to każda próba kontaktu ze strony dziennikarzy jest przez rektora traktowana poważnie i życzliwie, co zaowocowało ponad 900 artykułami o uczelni w całym okresie jej istnienia. Rektor musi mieć zawsze czas dla dziennikarza - mówił Krzysztof Pawłowski.

Na konferencji, która miała pokazać rolę mediów w edukacji, zabrakło punktu widzenia medioznawców. Szkoda, bo powstało ostatnio w tej sferze kilka ważnych książek, choćby praca Marka Krajewskiego Kultury kultury popularnej. Media w ostatnich latach zmieniły się w Polsce diametralnie, naśladując kraje cywilizacji medialnej. A tam powstał nowy paradygmat, co poza środowiskiem badaczy mediów jest jeszcze słabo rozumiane. Kultura medialna zagarnęła już w Polsce większość przestrzeni społecznej, narzuciła jej własne warunki, nagina ją do własnych potrzeb i ogranicza jej swobodny rozwój. Mówiąc o publicznym funkcjonowaniu edukacji nie można tego kontekstu pominąć. Inaczej rozważania nasze będą obarczone sporym błędem i stracą zastosowanie praktyczne.