ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl


Asystentów za udowodnioną nierzetelność naukową najczęściej karze się z całą surowością prawa, natomiast samodzielnych pracowników naukowych i tych zajmujących poważne stanowiska w szkolnictwie wyższym lekko się tylko karci i grozi paluszkiem...

śladami opisanych spraw

Marek Wroński

Powoli zbliża się ku końcowi ujawniona równo trzy lata temu sprawa plagiatu doktoratu byłego rektora Wyższej Szkoły Kupieckiej w Łodzi p. Sławomira Owczarskiego. Jednak na stronie internetowej tej zacnej uczelni nie sposób znaleźć informacji, iż jej założyciel, dawny prezydent, były rektor i obecny „p.o. prezydent dr Sławomir Owczarski” doktorat utracił 21 maja 2007 r. wskutek decyzji Rady Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego. Nieznającym sprawy (więcej szczegółów w kilku wcześniejszych artykułach: Doktorat po kupiecku „FA” 5/2006, Iść w zaparte „FA” 6/2007 oraz Splamione gronostaje „FA” 11/2007) przypominam, że jego doktorat – z wyjątkiem pierwszego rozdziału – w 70 proc. został piracko przepisany z książki dr. Tadeusza Kaczmarka z Warszawy.

Odwołanie p. Owczarskiego do Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów zostało przez Sekcję Nauk Ekonomicznych i Prezydium CK odrzucone 31 marca 2008 na podstawie jednoznacznych opinii dwóch powołanych superrecenzentów. Tę negatywną decyzję p. Owczarski, którego w międzyczasie prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego, odwołała we wrześniu 2008 ze stanowiska rektora, zaskarżył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Rozprawa sądowa już się odbyła, wyrok zaś ma być wydany 8 kwietnia. O jego rezultatach poinformuję w następnym numerze.

Tymczasem 20 stycznia br. zespół orzekający Uczelnianej Komisji Dyscyplinarnej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, w składzie: prof. dr hab. Józef Kulisiewicz, prof. dr hab. Henryk Runowski oraz student Marcin Pietruczuk, wydał orzeczenie dyscyplinarne, uznając p. Owczarskiego winnym plagiatu pracy doktorskiej. Komisja Dyscyplinarna stwierdziła, że czyn popełniony przez p. Owczarskiego „ma duży stopień szkodliwości dla nauki, której zadaniem jest poszukiwanie prawdy, a także dla społeczności akademickiej, której członków obowiązuje wysoki standard etyczno−moralny, a szczególnie tych z nich, którzy pełnią wysokie funkcje akademickie”.

Pan Owczarski, zgodnie z wnioskiem rzecznika dyscyplinarnego ministra, prof. Danuty Strahl, został ukarany naganą oraz zakazem pełnienia stanowisk kierowniczych przez okres 5 lat. Uważam tę karę za łagodną i wręcz pobłażliwą w porównaniu z orzeczeniami z innych uczelni, w których adiunktów czy też asystentów za plagiat doktoratu karano zakazem wykonywania zawodu przez 3 lata (mgr Katarzyna Weiss, Instytut Historii Uniwersytetu Gdańskiego) lub wykluczano z zawodu na zawsze (mgr Hieronim Pawlak, Instytut Filozofii Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Bydgoszczy). Sprawa ta jasno pokazuje, że asystentów za udowodnioną nierzetelność naukową najczęściej karze się z całą surowością prawa, natomiast samodzielnych pracowników naukowych i tych zajmujących poważne stanowiska w szkolnictwie wyższym lekko się tylko karci i grozi paluszkiem...

Warto tutaj nadmienić, że mimo całkowicie jednoznacznych dowodów „czarno na białym”, p. Owczarski nadal nie przyznaje się do przywłaszczenia sobie tekstu dr. Kaczmarka. Były rektor się nie stawił na rozprawę, a reprezentujący go obrońca, mec. Marian Koperski, zakwestionował podstawy prawne wniosku dyscyplinarnego, utrzymując m.in., że Sławomir Owczarski nigdy nie był nauczycielem akademickim, bowiem był rektorem i prezydentem swej uczelni, czyli urzędnikiem. A skoro nie był nauczycielem akademickim, to nie podlega postępowaniu dyscyplinarnemu.

Oczywiście, każdy, kto wpisze w wyszukiwarkę internetową słowa „prof. dr Owczarski”, z miejsca znajdzie informacje ukazujące fakt, iż rektor Owczarski był profesorem uczelnianym w swojej uczelni, nie mówiąc już o tym, że rektor uczelni z mocy prawa musi być nauczycielem akademickim zatrudnionym na pełnym, pierwszym etacie w uczelni.

Sprawa formalnie nie jest zakończona, bowiem p.o. prezydent Wyższej Szkoły Kupieckiej odwołał się od tego orzeczenia do Komisji Dyscyplinarnej Rady Głównej. Z kolei, po ewentualnym, niekorzystnym tam werdykcie, pozostaje jeszcze odwołanie do Sądu Okręgowego w Warszawie.

„Co się odwlecze, to nie uciecze” – dlatego przewiduję, że w ciągu roku wszelkie możliwości odwoławcze zostaną wyczerpane i sprawiedliwości stanie się zadość.

Sprawa „podwójnej” recenzji

W styczniowym numerze (Przesłane pomyłkowo, „FA” 1/09) opisałem sprawę dwóch przeciwstawnych recenzji tej samej pracy habilitacyjnej, które z sekretariatu poznańskiego profesora ginekologii i położnictwa Krzysztofa Drewsa przyszły do dziekana Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej we Wrocławiu. Pozytywna nie była podpisana, natomiast negatywną opatrzono datą i podpisem, i to ona formalnie liczy się w przewodzie habilitacyjnym dr. Jarosława Pająka. Ponieważ negatywna jest też i druga recenzja, pióra prof. Longina Marianowskiego z Warszawy, to habilitant zapewne nie zostanie dopuszczony do kolokwium habilitacyjnego. Jednak od tej decyzji może (i powinien!) się odwołać do Prezydium Centralnej Komisji, która ma prawo unieważnić głosowanie Rady Wydziału w tej sprawie i powołać na miejsce prof. Drewsa nowego recenzenta.

Kiedy sprawa podwójnej recenzji wyszła na światło dzienne w grudniu zeszłego roku, prof. dr hab. Jacek Wysocki, rektor Poznańskiego Uniwersytetu Medycznego, poinformował opinię publiczną, że sprawa zostanie przez uczelnię wyjaśniona. Prof. dr hab. Andrzej Tykarski, dziekan II Wydziału Lekarskiego PUM, powołał ad hoc komisję Rady Wydziału w składzie: przewodniczący prof. dr hab. Janusz Gadzinowski (Katedra Neonatologii), prof. dr hab. Grzegorz H. Bręborowicz (Katedra Perinatologii i Ginekologii), prof. dr hab. Bogdan Miśkowiak (Katedra Optometrii i Biologii Układu Wzrokowego), prof. dr hab. Krzysztof Słowiński (II Katedra Chirurgii), prof. dr hab. Janina Stopa (Katedra Stomatologii Zachowawczej i Periodontologii) oraz prof. dr hab. Lech Torliński (Katedra i Zakład Biochemii).

Z informacji, której udzielił mi na początku marca 2009 dr hab. Marek Ruchała, rzecznik prasowy uczelni, wynika, że komisja oparła wnioski na analizie dokumentów otrzymanych od pani dziekan Wydziału Lekarskiego AM we Wrocławiu, na oświadczeniu i dodatkowych wyjaśnieniach prof. Drewsa, jak również na opinii prawnej. O wnioskach komisji dziekan Tykarski poinformował pod koniec lutego Radę II Wydziału Lekarskiego.

Zdaniem komisji, istnieje tylko jedna recenzja dorobku naukowego i rozprawy habilitacyjnej dr. Jarosława Pająka i jest to recenzja negatywna – ta podpisana przez prof. K. Drewsa. Istnieje także tekst bez podpisu i bez daty, napisany na papierze bez znaków firmowych kliniki, zawierający pozytywną opinię rozprawy habilitacyjnej, który komisja uważa za projekt recenzji. Jednak prof. Drews oświadczył, że nie jest autorem tego tekstu. Z jego wyjaśnień wynika, że polecił on sekretarce odesłanie wymaganych w przewodzie habilitacyjnym dokumentów dr. Pająka, w których przypadkowo znalazł się projekt recenzji.

Komisja stwierdza, że przyczyną zaistniałej sytuacji był brak wystarczającej staranności w procesie przygotowania recenzji ze strony prof. Drewsa, polegający na udostępnieniu dokumentów osobom trzecim (chodzi tutaj o adiunkta, którego prof. Drews jakoby „uczył”, jak się pisze takie recenzje – MW), na dopuszczeniu do wysłania projektu recenzji, w czym można się dopatrzyć uchybienia obowiązkom nauczyciela akademickiego i co spowodowało podważenie wiarygodności recenzji dokonywanych przez pracowników Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Podsumowując, komisja RW zaproponowała dziekanowi, by wystąpił do władz uczelni z inicjatywą powołania Komisji ds. Etyki i Dobrych Obyczajów w Nauce.

Wnioski komisji zostały przekazane rektorowi Wysockiemu, który po zapoznaniu się z wynikami jej pracy postanowił przedstawić problem Kolegium Rektorskiemu, które podejmie decyzję o dalszym postępowaniu. W ostatnim dniu marca, kiedy piszę ten tekst, nie zapadły jeszcze żadne decyzje.

Sprawa na pewno nie jest zakończona, bowiem od końca stycznia 2009 wrocławska prokuratura Wrocław – Krzyki Wschód prowadzi postępowanie wyjaśniające w sprawie tych recenzji. Być może prokuratura nie oparła się jedynie na przesłuchaniu prof. Krzysztofa Drewsa i na jego oświadczeniu (które jest skrajnie różne od tego, co powiedział w grudniu dziennikarzowi „Gazety Wyborczej”, iż sam pisze nawet 10 różnych recenzji i potem sobie jedną wybiera!), ale także przesłuchała inne osoby z poznańskiej kliniki, co pozwoliłoby dowiedzieć się, jak naprawdę było.

Niewątpliwie wiarygodność prof. Krzysztofa Drewsa jako recenzenta została podważona, dlatego dobrze by było, abyśmy się dowiedzieli, co o tej sprawie myśli Sekcja Nauk Medycznych CK. Tego typu sprawy nie powinny pozostać bez oficjalnego komentarza.

Z prac Centralnej Komisji

30 marca obradowało na comiesięcznym posiedzeniu Prezydium Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów. Podjęto tam kilka decyzji w sprawach, które opisywałem na łamach „Archiwum nieuczciwości naukowej”. Jak mnie poinformował prof. Tadeusz Kaczorek, przewodniczący CK, zobowiązano Sekcję Nauk Medycznych do przeprowadzenia na najbliższym posiedzeniu głosowania nad wnioskiem o wznowienie przewodu habilitacyjnego prof. dr. hab. Ryszarda Andrzejaka, rektora wrocławskiej Akademii Medycznej. Jego habilitacji sprzed 16 lat, o czym pisałem we fragmencie artykułu Klonowanie słabeuszy („FA” 12/2008), zarzucono nierzetelność danych i przepisanie fragmentów z doktoratu obecnej dziekan Jolanty Antonowicz−Juchniewicz. Po tym, jak sekcja zajmie stanowisko w tej bulwersującej sprawie, decyzję podejmie pod koniec kwietnia Prezydium Centralnej Komisji.

Z przykrością muszę stwierdzić, że całkowitą inercją wykazał się Senat wrocławskiej Akademii Medycznej, który in gremio udał, że nie ma sprawy, o której pisały wszystkie wrocławskie gazety i którą przedstawiły wszystkie lokalne stacje telewizyjne.

Drugą sprawą, w której wypowiedziało się Prezydium CK, jest procedura wznowienia nierzetelnej habilitacji prof. Mirosława Krajewskiego, która w 1995 r. została obroniona na Wydziale Historycznym UMK w Toruniu. Centralna Komisja, opierając się na ustaleniach Komisji Dziekańskiej, powołanej jeszcze przez ówczesnego dziekana, prof. Waldemara Rezmera, w końcu maja 2008, wznowiła przewód habilitacyjny. Upłynęło już 10 miesięcy od tamtego czasu, a nowy dziekan dr hab. Jacek Gzella nie rozpoczął jeszcze procedury, mimo ustawowego obowiązku.

Co więcej, sam prof. Krajewski od pół roku domaga się jak najszybszego wszczęcia procedury i z tego powodu nawet wystąpił przeciwko Radzie Wydziału do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Bydgoszczy. Niestety, jego prawnik nie opłacił skargi i WSA ją odrzucił...

Jak mi powiedziano, po raz pierwszy zdarza się sytuacja, że dziekan w imieniu rady wydziału kwestionuje niepodważalną prawnie decyzję Centralnej Komisji i nie chce jej wykonać. Z tego powodu Prezydium zobligowało kierownictwo komisji do wystąpienia do prof. Andrzeja Radzimińskiego, rektora UMK (który jest profesorem historii i członkiem Rady Wydziału), z ostrzeżeniem, iż jeśli dziekan nie zacznie procedury wznowienia nierzetelnej habilitacji prof. Krajewskiego, to Centralna Komisja zmuszona będzie zawiesić lub nawet odebrać wydziałowi prawa nadawania stopni naukowych.

Marekwro@gmail.com