Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 2/1998

Polscy badacze Antarktyki
Poprzedni Następny

W bieżącym roku mija 100. rocznica wyprawy „Belgiki” pod dowództwem Adriana de Gerlache de Gomery do Antarktyki. Dlaczego ta wyprawa jest tak dla nas ważna?

– W wyprawie tej brali bowiem udział dwaj Polacy: Henryk Arctowski i Antoni Dobrowolski. Była to trzecia już z kolei wyprawa polarna – po wcześniejszych: „Challengera” (1873-76) i Nansena na statku „Fram” (1893-96). Obie wyprawy były impulsem do następnych, do których zaliczyć także trzeba wspomnianą przez pana wyprawę „Belgiki”.

– Jaką rolę odegrali Polacy w odkrywaniu i badaniu obszarów okołobiegunowych?
– W XVIII i XIX wieku Polacy, kiedy zabrakło Polski, setki, tysiące polskich zesłańców i katorżników przemierzały Syberię – od Archangielska aż po Cieśninę Beringa. Góry, doliny, rzeki i wyspy uzyskiwały polskie nazwy. Wśród znanych badaczy Arktyki należy wymienić m.in. Augusta Cywolkę, Aleksandra Czekanowskiego, Konstantego Wołłowicza. Polaków nie zabrakło i na półkuli zachodniej. Daniel Strejc w XVII wieku badał Islandię, a Fryderyk Schwalka – Kanadę. Wiele wypraw kończyło się, niestety, tragicznie. Natomiast liczne przeszły do historii badań geograficznych, geologicznych, meteorologicznych czy oceanologicznych. Na przełomie XIX i XX wieku Leon Hryniewiecki i Kazimierz Grochowski badali Wyspy Komandorskie, Morze Ochockie i Półwysep Czukocki. Prawie w tym samym czasie Nową Ziemię badali: Leopold Niemirowski i wspominany już Leon Hryniewiecki, a Roman Gajda prowadził badania północnej Kanady i Grenlandii. Polacy brali też udział w badaniach na półkuli południowej. W XVIII wieku w wyprawie Cooka dookoła świata uczestniczyli dwaj gdańszczanie – ojciec i syn Forsterowie. Patagonię, aż po Cieśninę Magellana, badał w roku 1850 Józef Warszewicz oraz Stanisław Kłobukowski, w latach 1895-98.

– Wynika z tego, że Polacy byli prawie wszędzie.
– Jest wiele miejsc na Ziemi, które zostały zbadane i opisane przez naszych rodaków, tworzących tradycję badań polarnych. Ich historia jest jednak nadal słabo znana. Wiele bowiem badań przeprowadzonych przez Polaków zostało zapomnianych, zatartych lub przypisanych badaczom innych narodów. Należałoby postawić pytanie: dlaczego tak się stało? Wielka Encyklopedia Powszechna pomija na przykład wiele nazwisk lub traktuje je tylko informacyjnie. Wśród zapomnianych badaczy Arktyki i Antarktyki znajdują się m.in. Henryk Arctowski i Antoni Dobrowolski, którzy sto lat temu uczestniczyli we wspomnianej wyprawie „Belgiki”.

– Co o nich wiemy?
– Arctowski urodził się w Warszawie w roku 1871. Szykanowany przez nauczycieli, za namową matki przeniósł się do Belgii, gdzie skończył szkołę średnią oraz studia matematyczno-fizyczne w uniwersytecie w Li?ge. Następnie przeniósł się do Paryża, gdzie studiował chemię i geologię. We Francji poznał de Gerlache’a, który przygotowywał wyprawę do Antarktyki i chętnie zaczął z nim współpracować. Po wyprawie Arctowski pracował w Królewskim Obserwatorium w Uccle, a następnie w Smithsonian Institution w Bibliotece Publicznej w Nowym Jorku, zajmując się tam działem przyrodniczym. Brał także udział w badaniu Lofotów i Spitsbergenu. Do kraju powrócił w roku 1920. W Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie powierzono mu kierownictwo Katedry Geofizyki i Meteorologii. Przed samym wybuchem II wojny światowej wyjechał do USA, gdzie przebywał i pracował do końca swego życia.

– A drugi polski członek wyprawy „Belgiki” – Dobrowolski?
– Dobrowolski urodził się w roku 1872 w Dworszowicach Kościelnych, w województwie łódzkim. Po maturze został aresztowany za działalność polityczną i zesłany na Kaukaz, skąd jednak zbiegł do Szwajcarii, a po spotkaniu z Arctowskim zamustrował się na „Belgikę” jako marynarz. W czasie wyprawy do Antarktyki prowadził laboratorium na statku i zajmował się meteorologią oraz fizyką lodu. Do kraju powrócił w roku 1907, aby studiować pedagogikę i pracować jako nauczyciel, i wreszcie, w latach 1924-29, jako dyrektor Instytutu Meteorologii w Warszawie.

– Jakim statkiem była „Belgika”?
– Miała 244 tony wyporności, 30 metrów długości, 6,5 metra szerokości i silnik o mocy 35 KM. Przed wyprawą nastąpił merytoryczny podział zadań dla wszystkich członków załogi. Arctowski miał zajmować się chemią, geologią, oceanologią i meteorologią, Danko – geofizyką, Rakowitz – zoologią i botaniką, Lecointe – astronomią i hydrologią, de Gerlache wspólnie z Arctowskim – oceanografią. Dobrowolski, jak już wspominałem, był odpowiedzialny za laboratorium i miał pomagać Arctowskiemu w obserwacjach meteorologicznych.

– Wyprawa nie przebiegała jednak bez problemów?
– „Belgika” wypłynęła z Antwerpii i po przepłynięciu Oceanu Atlantyckiego w grudniu 1897 roku, znalazła się w Ushuja – najdalej na południe wysuniętym porcie morskim, a miesiąc później, w styczniu 1898, wypłynęła w kierunku Antarktyki. Początkowo uczestnicy wyprawy planowali opłynięcie Półwyspu Arktycznego oraz Morza Bellingshausena i skierowanie się ku Australii. Stało się jednak inaczej. Warunki na jakie natrafili na trasie zmieniły ich plany. Odwiedzili kilka wysp – m.in. Wyspę Aleksandra I – przeprowadzając na nich badania geologiczne i biologiczne. Kilkanaście dni później, przy silnym wietrze, pojawiły się pierwsze pola lodowe. Kiedy osiągnęli 71 stopni 31 minut szerokości geograficznej południowej wpłynęli w ogromne pola lodowe, w które statek wmarzł. Było to dokładnie 5 marca 1898 roku. Wkoło powstały zwały lodu i śniegu, statek skrzypiał i trzeszczał, wydawało się, że w każdej chwili może zatonąć. Był to najbardziej dramatyczny okres wyprawy.

– Jednak nie zrezygnowano z wcześniej zaplanowanych badań?
– Nie. Uczestnicy wyprawy zbudowali na lodzie chatkę i po okresie dramatycznych przeżyć nastąpił powolny powrót do normalności. Rozpoczęto też stałe obserwacje meteorologiczne, mierzono grubość lodu, obserwowano zjawiska optyczne w atmosferze, mierzono temperaturę i zasolenie wody morskiej oraz natężenie pola magnetycznego ziemi. Wspólnie również prowadzono obserwację zórz polarnych, chmur i opadów śniegu.

– Jak wiemy, warunki klimatyczne panujące w czasie zimowania w lodzie okazały się jednak bardzo trudne.
– Niezwykle. 5 czerwca na atak serca zmarł Danko. Inny członek załogi dostał pomieszania zmysłów. Prawie wszyscy chorowali na szkorbut. Na zewnątrz temperatura dochodziła nawet do minus 37 stopni C. Najbardziej jednak dokuczliwe były wiatry. W grudniu rozpoczęto próbę uwalniania się z lodu. Mimo użycia ładunków wybuchowych, wszystkie próby kończyły się niepowodzeniem. Zaczęto więc myśleć o porzuceniu statku i przeprawieniu się do granic pola lodowego z łodzią załadowaną żywnością. Na szczęście los był dla wyprawy łaskawy. Nastąpiło powolne kruszenie lodu i powstał spory kanał wodny, którym zaczęła przebijać się „Belgika”. wreszcie 14 marca wypłynęła na morze wolne od lodów. Dwa tygodnie później, 27 marca, uczestnicy wyprawy wpłynęli do Punta Arenas, gdzie przesiedli się na szybszy statek płynący do Europy. „Belgika” zaś powróciła do portu w Boulogne-sur-Mer dopiero 30 października 1899 roku.

– Jak polscy uczeni wykorzystali swoje doświadczenia?
– Po powrocie do Europy Arctowski zajął się propagowaniem badań polarnych. Występował też na kongresach i zjazdach naukowych w Berlinie, Paryżu, Dover, Genewie, Brukseli i Waszyngtonie. Opublikował ponadto, do roku 1909, ponad sto prac i artykułów naukowych wraz z monografią na temat ogólnych zmian klimatycznych na kuli ziemskiej. Zajmujący się natomiast fizyką lodu i śniegu oraz badaniami glacjologicznymi Dobrowolski wydał monografię Historia naturalna lodu, która była jedyną tego typu publikacją na świecie. Wyniki badań i obserwacji z wyprawy zostały opublikowane w całości kosztem rządu belgijskiego w dziesięciotomowym dziele pt. Belgijska wyprawa antarktyczna podróży s/y „Belgika” w latach 1897-98-99 pod dowództwem Adriana de Gerlache de Gomery. Poszczególne tomy ukazywały się w latach 1903-1912. Tomy 3 i 4, obejmujące meteorologię i zjawiska optyczne w atmosferze, zostały opracowane przez Arctowskiego przy współudziale Dobrowolskiego, a tom 5 w całości przez Arctowskiego.

– Dzięki wyprawie „Belgiki” przeprowadzono w Antarktyce wiele nowych badań.
– Wykonano wiele nowych map lądów i wysp, które znalazły się na ich trasie. Dokonano też obserwacji fauny i flory. Zebrano mchy i porosty. Prowadzono dokładne obserwacje meteorologiczne – co godzinę i przez całą dobę. Na ich podstawie sporządzono przebiegi dobowe, miesięczne i roczne fizycznych parametrów atmosfery. Badano raptowne i falowe przebiegi zmian pogody. Arctowski stworzył teorię fal barycznych, zastosowaną następnie w medycynie oraz analizę zjawisk optycznych zachodzących w atmosferze. Dobrowolski, prowadzący w czasie wyprawy badania chmur, określił ich rodzaje i wysokość, zmiany prędkości w zależności od wysokości, obserwacje powstawania płatków śniegu i ich symetrii, kształtów lodu i szronu, zjawisk krzepnięcia wody i topnienia lodu.

– Czy członkowie wyprawy prowadzili także badania oceanograficzne?
– Oczywiście, w czasie rejsu i dryfu „Belgiki”. Pobierano próbki wody z morza wolnego od lodu i spod lodu do głębokości 400-500 m. Określano jej temperaturę i zasolenie. Na ich podstawie, już po powrocie z wyprawy, Arctowski, wraz z brytyjskim oceanografem, H.R. Millerem, sporządzili przekroje termiczne morza Bellingshausena. Uczeni odkryli uwarstiwenie morza, a Arctowski wprowadził pojęcie „warstwy pośredniej”. W pomiarach oceanograficznych pomagał Arctowskiemu de Gerlache. Przez cały czas wyprawy pobierano próbki osadów dennych i mierzono głębokość morza. Na tej podstawie sporządzono mapę barymetryczną.

– Były wreszcie badania geologiczne?
– Zbierano skały, które po powrocie z wyprawy zostały poddane badaniom petrograficznym. Skały z obszarów przyległych do cieśniny Magellana i Ziemi Grahama pozwoliły Arctowskiemu na stworzenie teorii „Antarktandów”, czyli przedłużenia Andów na południe w kierunku Antarktydy.

– Co działo się z Arctowskim i Dobrowolskim po powrocie do kraju?
– Arctowski rozpoczął w roku 1920 aktywną działalność naukową w Uniwersytecie Lwowskim. Był twórcą programu udziału Polski w II Międzynarodowym Roku Polarnym. Zajmował się również wpływem Słońca na klimat Ziemi. Był postacią znaną w kraju i w Europie. W roku 1931 wybrany został na wiceprzewodniczącego Międzynarodowej Unii Geograficznej, a trzy lata później na jej przewodniczącego. Dobrowolski natomiast od początku lat dwudziestych pracował w Państwowym Instytucie Meteorologicznym w Warszawie, popularyzując wiedzę na temat wypraw polarnych. Po II wojnie światowej, na pierwszym Zjeździe Polskich Polarystów Dobrowolski zaproponował założenie polskiej stacji polarnej na Spitsbergenie. Jego marzenia spełniły się. Obecnie Polska posiada 3 stacje polarne: w Horsundzie na Spitsbergenie, im. Dobrowolskiego na Antarktydzie oraz im. Arctowskiego na wyspie King George, na Szetlandach Południowych i wreszcie pięć podstacji na Spitsbergenie. Dziś wiemy także, że badania w Arktyce i w Antarktyce były i są bardzo ważne. Obszary polarne kształtują bowiem klimat Ziemi i jego zmiany, a znajomość procesów tam zachodzących ma istotne znaczenie w prognozowaniu klimatu naszej planety, procesów globalnych – takich jak efekt cieplarniany, dziury ozonowe, topnienia lodowców oraz ogólnego bilansu cieplnego Ziemi.

– Jaki jest udział Uniwersytetu Szczecińskiego w tych badaniach?
– Biorą w nich udział: Zakład Fizyki Morza i Środowiska Wydziału Matematyczno-Fizycznego oraz Instytut Nauk o Morzu Wydziału Nauk Przyrodniczych. Swymi badaniami objęliśmy Antarktykę – w szczególności zaś Zatokę Admiralicji, Cieśninę Branfilda i Cieśninę Drake’a oraz w Arktyce: Spitsbergen, Wyspę Niedźwiedzią i północny Atlantyk. W badaniach polarnych biorą też udział inne uczelnie Szczecina: Akademia Rolnicza i Wyższa Szkoła Morska. O prężności naszego środowiska naukowego w tym zakresie świadczy tegoroczna wystawa zorganizowana przez Muzeum Morskie w Szczecinie – „Polacy w badaniach polarnych”. Mam nadzieję, że zapoczątkuje ona dalsze badania nad stanem polarystyki w Polsce.

Rozmawiał
LESZEK WĄTRÓBSKI

Uwagi.